“Trzeba trzymać się razem” – rozmowa z Dawidem Mędrzakiem

Cześć,

Kiedy kilkanaście miesięcy temu spotkaliśmy się w Krakowie, zespołowo ujęli mnie bijącymi od nich pokorą i ciepłem. Teraz, po nieco ponad roku, do rozmowy z wokalistą Sonbird, Dawidem Mędrzakiem, siadamy już nie jako bloger i muzyk, a przede wszystkim, jako dobrzy kumple. A zmianie uległo przecież wiele, wiele więcej… co konkretnie?

Zapraszam do lektury!

Z.

 

35923223_2014243041942575_272861647431794688_o
fot. Piotr Walerowicz

Zuza Iwanowska: Cześć, Dawid! Jak miewają się Sonbirdy?

Dawid Mędrzak: Doskonale – właśnie jesteśmy po sesji zdjęciowej.  A poza tym wszyscy jesteśmy cali i zdrowi, Tomek po maturze, także uśmiechy nie schodzą nam z twarzy.

O, proszę! Sesja wiąże się może z debiutancką płytką?

Nic nie zdradzam. Ale zależy nam bardzo, żeby troszkę odświeżyć medialne zdjęcia, to nieodłączny element każdego zespołu.

Czekam na efekty, chociaż już jestem pewna, że będzie równie klimatycznie, co do tej pory.

Kiedy poznaliśmy się rok temu, byliście kilka miesięcy po wydaniu debiutanckiej EP-ki, a już w lutym ukazuje się Wasz pierwszy krążek długogrający. Bacznie przyglądam się, co się wokół Was dzieje, a dzieje się wiele i dzieje się napraaawdę fajnie – tak to wygląda z perspektywy śledzącej Wasze poczynania słuchaczki. A jak wygląda z Waszej? Cofnijmy się do maja 2017 i prześledźmy, co działo się w ciągu ostatniego roku.

Na pewno nie sądziliśmy, że w ciągu roku tyle się zmieni, ale jesteśmy tym bardzo podekscytowani. Cieszymy się, że fani są z nami i przychodzą na koncerty, których w tym okresie zagraliśmy całą masę, także na festiwalach. Byliśmy gośćmi na jesiennej i wiosennej trasie Happysad. Jesteśmy również po podpisaniu kontraktu płytowego z Jazzboy Records – wytwórnią, która pod swoją opieką ma między innymi Korteza. Nasz ostatni singiel „Glodny” zagościł na antenie największych rozgłośni radiowych w Polsce, znalazł się także na Liście Przebojów Radiowej Trójki! Kolejny singiel, „Hel”, który ukaże się lada moment, właśnie dostał się do propozycji tejże Listy. To spełnienie jednego z naszych największych niewypowiedzianych marzeń! W tym roku są też przed nami bardzo duże festiwale! A poza tym wciąż ciężko pracujemy, wykorzystując każdą wolną chwilę na próby. I wciąż kochamy to, co robimy – pod tym względem nic się nie zmienia.

Mówisz o ekscytacji, ale chyba dość łatwo jest się zgubić, mieć w głowie totalny natłok zupełnie skrajnych emocji, kiedy zmiany dzieją się tak szybko.

Bardzo chcemy mimo wszystko pozostać sobą i do tego, co się dzieje, podchodzimy z dużą pokorą. Jesteśmy jeszcze młodym zespołem i szczerze mówiąc cały czas dopiero przecieramy sobie szlaki. Oczywiście – jest w nas sporo emocji, ale potrafimy je kontrolować.

Pozostać sobą… co to znaczy? Co dzisiaj, z perspektywy tak intensywnego artystycznie okresu, znaczy dla Ciebie być sobą na scenie?

Nie ulegać jakimś głupim pokusom, wiesz, mieć szacunek do innych, być otwartym na krytykę. Rozmawiać ze sobą i dbać o swoje ideały oraz przekonania. Odnośnie sceny, trzeba zachowywać się naturalnie i dobrze się bawić. Kiedy ktoś udaje, od razu to po nim widać. A to nie jest nic dobrego.

A łatwo je zatracić, te przekonania i ideały?

Myślę, że to kwestia człowieka i siły jego własnej woli. Są osoby bardziej i mniej odporne.

Wróćmy do kwestii bycia sobą. Jak to się ma odnośnie wchodzenia w interakcję z fanami? Czy to jest wgl. możliwe żeby w takiej relacji totalnie być sobą, bez skrępowania, lęku? Jakby nie patrzeć, to w pewnym sensie bliscy, ale również totalnie obcy ludzie.

Bardzo tę interakcję lubimy. Cieszymy się, kiedy po koncertach ludzie podchodzą do nas pogadać, zbić piątkę czy zrobić z nami zdjęcie. Zawsze nam na tym kontakcie zależało, bo najzwyczajniej sami lubimy rozmawiać z artystami. Myślę, że to naprawdę ważne. A czy można być w tej relacji całkowicie sobą… tak – to możliwe, choć może nie zawsze łatwe. Wydaje mi się, że każdy artysta jest swego rodzaju ekshibicjonistą, a poza tym musi być gotów na moment, kiedy – chcąc nie chcąc – będzie musiał opowiedzieć o sobie czy swoim życiu. Takie historie budują najpiękniejsze piosenki.

O! Czyli relacje zbudowane z odbiorcami, a może historie, które od nich usłyszysz, bywają dla Ciebie inspiracją?

Oczywiście! Jako ludzie wszyscy mamy sporo do powiedzenia. Każdy z nas ma przecież swoje myśli i uczucia… Ostatnio na naszej facebookowej grupie fanów zapytałem ich o inspiracje. Ilość i różnorodność odpowiedzi bardzo mnie poruszyły. Wierzę, że powinniśmy otwierać się na innych, z usłyszanych historii można nauczyć się tak wiele!

Stuprocentowo się zgadzam, choć muszę przyznać, że zaczęłam się właśnie zastanawiać, do jakiego tekstu zainspirować mogłaby Cię nasza znajomość i trochę się zmartwiłam (śmiech). A co to znaczy otworzyć się na innych? Co znaczy prawdziwie ich wysłuchać, a nie tylko usłyszeć? Bo to chyba konieczne, jeśli chce się zaczerpnąć inspirację z ich słów.

To znaczy rozmawiać z nimi. Ale tak na serio, a nie powiedzieć „spoko, nie martw się”. Zaangażować się. Spróbować pomóc, poszukać wspólnie najlepszego rozwiązania. Od początku mówiliśmy sobie, że właśnie to chcemy nieść przez naszą muzykę i bardzo nas cieszy, kiedy faktycznie czytamy czy słyszymy, że to się udaje. A odnośnie naszej znajomości – na bank byłby to hicior!

Jeśli kiedykolwiek usłyszę u Was jakąś smutną niemiłosną balladę – no words needeed, będę wiedziała, kto był inspiracją! A już całkiem poważnie, myślę sobie, że to musi być bardzo wymagające emocjonalnie.

Do każdego trzeba podejść w indywidualny sposób… Część osób znamy, np. z wcześniejszych koncertów, więc być może łatwiej jest wtedy zacząć rozmowę. Chociaż naprawdę lubimy poznawać nowych ludzi, rozmawiać z nimi, poznawać ich historię – emocje, przeżycia, doświadczenia.

Zdarza się, że odbiorca czuje się z Wami tak dobrze, tak ciepło i swobodnie, że nie wychwytuje różnicy między byciem ‘tylko’ odbiorcą, a znajomym/kumplem/przyjacielem? Że gdzieś tam nagina granicę Waszej intymności i prywatności, a bycia artystą w ramach swoich obowiązków dostępnym dla niego po koncercie czy czasem nawet w social mediach? No i w sumie gdzie ona jest, ta granica, pomiędzy byciem artystą dostępnym dla fana, a człowiekiem, który posiada potrzebę zachowania choćby resztki intymności?

Zdarzyły się takie sytuacje i faktycznie, czuliśmy się troszkę skrępowani. Wiesz, w kontaktach z fanami, czy to na scenie, czy poza nią, zawsze chcemy dawać całych siebie. Staramy się poświęcać fanom tyle czasu, ile tylko potrzebują. Niektórzy mogą to mylnie interpretować, niektórzy chcą nas mieć tylko dla siebie. Ciężko stwierdzić gdzie jest granica, której fan nie powinien przekraczać, to bardzo cienka linia. Na pewno nasze relacje powinny opierać się na wzajemnym szacunku i zrozumieniu.

Zdarzyły się takie sytuacje…I jak na Was wpływają? W jaki sposób sobie z nimi radzicie? Z mojej perspektywy wydaje się, że są dwie możliwości. Pierwsza – zamknąć się, odciąć od odbiorcy – znamy takich artystów. Druga- faktycznie do niego wyjść w jakiś subtelny sposób nakreślając obowiązujące granice.

Nie przejmujemy się nimi, po prostu kontynuujemy rozmowę, dając subtelnie do zrozumienia, że coś może być już mniejszą czy większą przesadą. Czasem trzeba o czymś powiedzieć wprost. Ciężko sprostać oczekiwaniom wszystkich, nigdy jednak nie zamierzaliśmy ani nie zamierzamy się od nikogo odcinać.

Z koncertu na koncert widać, że przychodzi Was posłuchać coraz więcej osób, a co za tym idzie – Wasz odbiorca powoli staje się masą. Przy okazji naszego pierwszego spotkania, Maciek opowiadał o stosunku, jakim darzycie fana – takiej trochę lekcji, którą dał Wam Kuba Tracz. No i właśnie, rozmawialiśmy z Kubą kilka miesięcy temu. Przyznał, że czasem trudno mu z faktem, że jego odbiorca stał się już masą. Jak jest z Wami? Niedługo nawet krótka pokoncertowa rozmowa z każdym z Misiów Kolorowych będzie najzwyczajniej w świecie fizycznie niemożliwa.

Marzymy o pełnych salach i jednocześnie bardzo zależy nam na fanach i rozmowach z nimi. Jeżeli dojdzie do czegoś takiego, będziemy po prostu pić dużo kawy, aby mieć siłę i moc dla każdej osoby!

Dostrzegam tu wielkie poświęcenie, nadmiar kawy raczej nie pomaga zdrowiu. 

Ale jest bardzo smaczna (śmiech). Wiesz, to, co robimy, wymaga od nas bardzo wiele. Zespół wypełnia znaczną część naszego życia – gramy próby, koncerty, ale to przecież nie wszystko, bo są jeszcze wywiady, sesje zdjęciowe, teledyski, w moim przypadku lekcje śpiewu i pisanie tekstów… Wszystko to zabiera nam sporo czasu, do tego studia… Staramy się zorganizować tak, by masa codziennych obowiązków, które musimy wykonać, nie odebrała nam radości i satysfakcji z tego, co robimy, bo to one dają nam paliwo by dalej funkcjonować jako sprawna maszyna.

A co ta sprawna maszyna robi, kiedy dopada ją totalne zmęczenie?

Zdziwisz się – idzie spać (śmiech). Staramy się mimo wszystko znaleźć czas tylko dla siebie, a dzięki pomocy i pracy Kamila oraz Bartka, organizacja jest na bardzo wysokim poziomie i możemy sobie to pozwolić. Chociaż teraz jesteśmy w rytmie pracy, więc zmęczenie nam nie grozi.

Fakt, Wasz menagement jest niezawodny… A jak już jesteśmy przy tej mniej przyjemnej stronie bycia artystą, to jak to jest? Im dalej w las tym więcej drzew?

Bycie artystą wymaga większości czasu. Wiąże się to z wieloma wyrzeczeniami, czasami też brakiem zrozumienia wśród bliskich. Na szczęście u nas ten etap już minął. Trzeba trzymać się razem i mieć świadomość, że można na sobie polegać. Bez tego byłoby nam bardzo ciężko.

A co dołożyłbyś do zeszłorocznej definicji artysty, którą mi podałeś?

Na pewno dodałbym, że jest to osoba, która zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo może wpływać na innych i jak wiele musi poświęcać dla tego, czym się zajmuje.

Czujesz już na sobie ten ciężar, wpływania na innych?

Mały stresik jest, ale naprawdę kocham tworzyć i być częścią artystycznego świata. Poza tym jestem grzecznym chłopakiem i nie martwię się, że wpłynę na kogoś w negatywny sposób.

Wspomniałeś, że w zeszłym roku zagraliście wiele festiwali. W tym roku też szykuje się kilka fajnych, na których mam nadzieję się z Wami spotkać. Opowiesz o nich trochę? Gdzie możemy Was posłuchać?

W tym roku zobaczymy się z Wami na Rock In Summer w Warszawie. Możliwość bycia jednym z festiwalowych artystów jest dla nas olbrzymim zaszczytem, zagramy przy boku Nothing But Thieves czy Cigarettes After Sex!

Spełnia się również nasze olbrzymie marzenie, czyli Męskie Granie. Śniliśmy o tym od zawsze, mamy motylki w brzuchu! Na spotkanie z nami zapraszamy do Wrocławia.

Trzecim punktem jest OFF Festival w Katowicach – największy festiwal zespołów alternatywnych. Już nie możemy doczekać się tego klimatu. Taka ciekawostka – zaplanowaliśmy, że weźmiemy ze sobą biały obrus, gdyby ktoś miał ochotę z nami zjeść. Nie zabraknie również muzycznych niespodzianek, bo na każdym z tych koncertów zaprezentujemy parę nowości.

Poza tym wierzymy, że będzie nam towarzyszyć wspaniała pogoda, zero deszczu, i będziemy się świetnie bawić!

Kiedyś usłyszałam o Was, że jesteście zespołem głębokiego undergroundu, a tu takie festiwale!

Podejrzewam, że we wszystkich trzech przypadkach zobaczycie mnie pod sceną, ale nie byłabym sobą, gdybym nie dopytała Cię o OFFa. Nie jest chyba tajemnicą, jak wielką sympatią darzę zespół moich kolegów z Żywca, więc to ogłoszenie zrobiło mi cały marzec!

No co mogę powiedzieć – jesteśmy z Żywca, więc z węglem za dużo wspólnego nie mamy, aby wiecznie siedzieć pod ziemią.

Oczywiście będzie nam niezwykle miło Cię tam widzieć, byłoby to dla nas bardzo budujące. Zanim dowiedzieliśmy się, że gramy w Katowicach, nasz menagement zagrał z nami w gierkę – każdy z nas dostał kartkę z jakimś głupim napisem, aż tu nagle Worek wyciąga swoją, a tam „Gramy na OFFie!!!”.

A jak było z innymi festiwalami? Dowiedzieliście się o nich w równie kreatywny sposób?

O Rock In Summer nie mówili nam aż do końca, dowiedzieliśmy w momencie oficjalnego ogłoszenia line-upu festiwalu. Było to dla nas ogromne zaskoczenie! Za to Męskie Granie wyciągnęliśmy siłą.

Chłopaki, jedziemy na koncert! A gdzie? Niespodzianka, tylko ubierzcie się ładnie!

Myślę, że to byłby już szczyt szczytów (śmiech).

Powoli zaczynam myśleć, że z Waszym menagementem wszystko jest możliwe.

Chłopaki potrafią nas zaskakiwać, ale myślę, że to dobre rozwiązanie odnośnie niezdradzania nam wszystkiego od razu.

Z pewnością. Właśnie próbuję wyobrazić sobie sytuację, kiedy chłopaki biorą Was na zebranie i na jednym wdechu mówią: „ CHŁOPAKI, GRACIE NA OFFIE, MĘSKIM GRANIU I ROCK IN SUMMER!”. I spróbuj człowieku nie zemdleć!

No coś w ten deseń – z perspektywy czasu wiem, że takie dawkowanie radości jest znacznie lepsze (śmiech).

Ookej, pomyślmy sobie o tym momencie, kiedy opada już stres związany z Waszym występem, niepostrzeżenie wślizgujecie się w publiczność i… na czyje koncerty czekacie najbardziej?

Jeśli chodzi o  Męskie Granie czy Rock In Summer, ciężko nie powiedzieć, że czekamy na wszystkich, dosłownie! W przypadku OFFa, gdzie line-up jest znacznie większy, bardzo chcemy zobaczyć Oxbow, Grizzly Bear, Moses Sumney czy Ariel Pink. Czekamy również na Bishop Nehru, Zola Jesus i – przede wszystkim – Aurorę. Polska reprezentacja też będzie super – chcemy usłyszeć Coals, tęskno i Bass Astral x Igo – ale przede wszystkim czekamy tam na naszych słuchaczy  – mamy nadzieję spotkać się z nimi i licznie zbić piony!

Ze swojej strony już dzisiaj obiecuję Ci obecność! Wielkie dzięki za rozmowę.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s