“Utwór jest jak człowiek – od razu widać w nim nieszczerość” – rozmowa z Hanią Rani

Cześć,

Z Hanią Raniszewską spotykamy się moment przed Piano Day Warsaw, by porozmawiać o nadchodzącym wydarzeniu, artystycznych poruszeniach, budzącej się twórczej odwadze, a przede wszystkim o naszej wspólnej miłości – pianinie.

Z.

6K8A0196Zuza Iwanowska: Kiedy pianino stało się dla Ciebie sposobem myślenia? Nawiązuję tu do materiału promującego zeszłoroczną edycję Piano Day Warsaw.

Hania Raniszewska: Szczerze mówiąc trudno byłoby mi odnaleźć jeden moment. Gram na fortepianie od 20 lat, w zasadzie nie pamiętam już okresu, kiedy na nim nie grałam… Wydaje mi się, że był to raczej proces. Na pewnym etapie edukacji muzycznej instrument stał się po prostu całym moim światem, był powodem wszystkich innych działań, stał się także po prostu kimś w rodzaju najlepszego przyjaciela, któremu zwierzasz się z najskrytszych sekretów. Wydaje mi się, że przy takiej ilości spędzonych wspólnie godzin, po prostu zaczęłam patrzeć na rzeczywistość przez nieco inny pryzmat.

Zastanawia mnie troszeczkę idea „święta fortepianu”. Z jednej strony oczywiście, że ten niesamowity instrument zasługuje na wyróżnienie, z drugiej jednak – mam wrażenie, że zwykle tego typu wydarzenia organizuje się w celach popularyzujących, a o fortepianie czy pianinie nie można chyba powiedzieć jako o instrumentach nieznanych przeciętnemu słuchaczowi. Jaki jest Twój cel jako organizatorki Piano Day Warsaw?

Moją małą ideą jest po prostu prezentowanie słuchaczom różnorodnej gatunkowo, ale wysokojakościowej muzyki podczas jednego wieczoru. Chcę pokazać, że muzyki klasycznej doskonale słucha się w nietuzinkowej lokalizacji, a elektroniczne brzmienia fantastycznie łączą się z akustycznymi instrumentami, że muzyka ambitna może być fascynująca, a ta popularna może przybierać bardziej skomplikowane formy, że możliwy jest dialog międzypokoleniowy i międzygatunkowy – zarówno na scenie, jak i pośród publiczności.

Piękna wizja.

Marzy mi się sytuacja, kiedy słuchacz podchodzi do muzyki tylko z otwartymi uszami i sercem, zostawiając na boku podziały stylistyczne. Piano Day jest ku temu świetną okazją, bo fortepian to jeden z najbardziej uniwersalnych, powszechnych instrumentów – występujący we wszystkich gatunkach muzycznych, zaczynając od muzyki poważnej, przez jazz, na elektronice kończąc. Dodatkowo to instrument, tak jak powiedziałaś, znany i bliski – większość z nas, choć raz w życiu miała styczność z pianinem, a jego brzmienie jest łatwo rozpoznawalne. Dzięki takiej sytuacji, znajdujemy element wspólny dla bardzo dużej grupy słuchaczy i na tej bazie możemy zaprezentować sporą dawkę różnorodnej muzyki. Poza tym, bardzo podoba mi się zdanie, które przytacza Nils Frahm, tłumacząc powołanie do życia idei Piano Day: “Why does the world need a Piano Day? For many reasons. But mostly, because it doesn’t hurt to celebrate the piano and everything around it: performers, composers, piano builders, tuners, movers and most important, the listener.” Myślę podobnie – muzyka może nas jedynie wzbogacić, a możliwość tworzenia i przeżywania jej wspólnie to jeden z najpiękniejszych sposobów spędzenia czasu. Żadne większe filozofie nie są chyba potrzebne, by widzieć sens w organizacji tego typu wydarzenia.

Luke_Howard (1)
Piano Day uświetni występ światowej klasy australijskiego pianisty, Luke’a Howarda.

Pozostając w temacie organizacji, ciekawi mnie w tym wątku kilka spraw. Zaczęłyśmy rozmowę od Twojej niezwykłej więzi z pianinem. Jak myślisz, czy organizacji tego typu wydarzenia – związanego z instrumentem – z równym powodzeniem mógłby podjąć się ktoś nie mający z nim styczności jako muzyk, a na przykład jako zapalony, ale wciąż tylko słuchacz, czy osobisty, bezpośredni kontakt z instrumentem jest tutaj konieczny? 

Wydaje mi się, że nie ma to znaczenia. Wiele wspaniałych festiwali i koncertów koordynowanych jest przez “nie-muzyków”. Czynnikiem niezbędnym jest jednak, myślę, pasja i chęci, bo zorganizowanie czegokolwiek wymaga po prostu poświęcenia sporej ilości czasu i dużego zaangażowania, a często wiąże się również z dużym stresem. Na pewno moja wiedza praktyczna i doświadczenie estradowe nie utrudniają sprawy. Znając koncerty od strony sceny, bardzo zależy mi, aby artysta czuł się podczas organizowanego przeze mnie koncertu dobrze, swobodnie, aby wydarzenie inspirowało go do tworzenia nowych rzeczy i owocowało tym samym niezapomnianymi wykonaniami na żywo.

Czym kierujesz się przy wyborze artystów zapraszanych na wydarzenie? Niedawno światło dzienne ujrzała Twoja współpraca z Bass Astralem, nie jest więc chyba tajemnicą, że się znacie. A jak było z innymi muzykami?

To wielka przyjemność i zaszczyt, bo udaje mi się namówić do występu artystów, których po prostu cenię i których sama chętnie usłyszałabym na koncercie. Świat muzyczny nie jest jednak zbyt wielki, zatem rzeczywiście – z częścią wykonawców, czy to polskich czy zagranicznych, znam się osobiście.

Chciałabym aby koncert inspirował, a jego program zaskakiwał i pokazywał co roku coś nowego, w nietuzinkowy sposób, dlatego zachęcam artystów, niekojarzonych stricte z danym gatunkiem lub instrumentem, do stworzenia czegoś specjalnie z myślą o koncercie Piano Day. Z autopsji wiem, że często takie sytuacje są najlepszą motywacją do stworzenie czegoś zaskakującego. Nie wspominając o tym, jaką radość sprawiają słuchaczom.

No dobrze, a skąd czerpiesz –  zdarza Ci się przyglądać innym inicjatywom tego typu?

Obserwuję w Internecie różne wydarzenia, organizowane często w odległych zakątkach świata, i podpatruję, co jeszcze można by przenieść na nasz grunt. Do takich koncertów należy z pewnością cykl Yellow Lounge, który miałam przyjemność odwiedzać kilkakrotnie w Berlinie, gdzie występy wybitnych muzyków klasycznych są organizowane w nietuzinkowych lokalizacjach, takich jak kluby techno czy przestrzenie postindustrialne, a towarzyszy temu wszystkiemu zachwycająca, nowoczesna warstwa wizualna. Koncerty przyciągają tłumy słuchaczy, w dużej mierze bardzo młodych.

CNV000020
Bass Astral wykona eksperymentalny set na Ableton i piano, materiał z pierwszej solowej płyty – „Techno do miłości”.

A jest ktoś, kogo nie udało Ci się jeszcze zaprosić, jednak liczysz, że uda się doprowadzić do jego występu podczas kolejnej edycji wydarzenia?

Oczywiście – Nils Frahm! A tak już serio, to trudno byłoby mi zliczyć artystów, których chciałabym zaprosić – uwielbiam twórczość wielu muzyków, wiec liczę, że wypełnią oni wszystkie kolejne sto edycji wydarzenia (uśmiech).

Cieszę się, że nasza pierwsza rozmowa ma miejsce właśnie teraz, przy okazji Piano Day Warsaw. Przez wiele lat grałam na pianinie, jest mi bardzo bliskie, chociaż  przyznam szczerze, że od od dawna nie miałam z nim kontaktu w roli innej niż słuchacz. Na co zwracasz uwagę, kiedy znajdujesz się wśród publiczności, a nie na scenie? Co Cię porusza, sprawia, że myślisz „to jest to”?

Wiele rzeczy, jest to raczej mix różnych czynników. Staram się podchodzić do muzyki, jak i do świata w ogóle, trochę jak dziecko, czyli po prostu z otwartymi uszami na to, co ma mi do zaoferowania. Mogę jednak wyróżnić kilka spraw, które mają specjalne miejsce w mojej hierarchii zachwytów. Z pewnością będzie to brzmienie, harmonia oraz oczywiście rytm i melodyka. Przyjemność sprawia mi też kunszt techniczny, dostosowany do trudności utworów – mam tu na myśli po prostu wysoką jakość wykonania czy nagłośnienia. Nie ma dla mnie znaczenia natomiast czy kompozycja jest niezwykle skomplikowana pod względem struktury, formy, wirtuozerii…

Naprawdę? To może zaskoczyć wielu odbiorców.

Utwór czy wykonanie jest jak człowiek – od razu widać w nim nieszczerość, niezgrabność, nieprzekonanie. Dlatego czasami zachwycą mnie dosłownie dwa pięknie zagrane dźwięki lub jakaś zgrabnie skonstruowana prosta melodia, kiedy obok innej, niezwykle skomplikowanej formy, przejdę obojętnie. Ze zboczeń “profesjonalisty” – męczą mnie koncerty źle nagłośnione lub po prostu za głośne, gdzie zalewająca mnie fala dźwięku jest raczej niezrozumiałą masą niż jakąś logiczną wypowiedzią i to, niestety, nie z winy artysty, a osoby, która siedzi po drugiej stronie sali za konsoletą. Dlatego w jakimś sensie, w głębi serca zawsze będę tęsknić do kameralnych koncertów akustycznych, gdzie pomiędzy instrumentem, a uchem pozostaje tylko akustyka miejsca i emocje unoszące się w powietrzu.

24
Hior Chronik wykona premierowo kompozycje z najnowszego wydawnictwa w formie live set z gościnnym udziałem pianistki Hani Rani i wiolonczelistki Dobrawy Czocher

Podzielisz się ze mną swoją artystyczną fascynacją, czym Cię urzekła?

Będę nudna i znowu odpowiem – Nils Frahm. Oprócz nieustającej miłości do dzieł wielkich kompozytorów, jak Bach czy Beethoven, co jakiś czas miewam mniejsze lub większe fascynacje pośród artystów tworzących współcześnie. Zazwyczaj są to jednak zachwyty krótkodystansowe. Inaczej sprawa ma się z pianistą, kompozytorem i producentem Nilsem Frahmem, którego twórczość i wielopłaszczyznowa działalność fascynują mnie nieustannie i który jest, gdzieś tam, moim wzorem do naśladowania. Szczególnie podziwiam jego podejście do brzmienia albumów, które nagrywa i mixuje sam. Odpowiada zatem za każdy etap procesu powstawania materiału – od kompozycji, wykonania, nagrania, na postprodukcji kończąc. Nie mówiąc już o wysmakowanej warstwie graficznej płyt. Dodatkowo – każdy, kto był na jego występach live, wie, jakim jest wulkanem energii na scenie, a brzmienie i techniczną perfekcję koncertów doprowadził do najwyższego możliwego poziomu. Jeden człowiek, a tyle umiejętności. Myślę, że to właśnie jest powodem ogólnego szaleństwa na punkcie Frahma – on po prostu naprawdę tworzy nieprzeciętne rzeczy.’

To chyba dość kłopotliwe pytanie, ale przeszło mi przez myśl pod wpływem tego, co i jak mówisz o Frahmie. Kim jest w Twoich oczach artysta, a właściwie… kogo można by nim nazwać?

Nie wiem, choć również nie przywiązuję do tego słowa zbyt wielkiej wagi – nie traktuję go z jakimś szczególnym namaszczeniem czy sacrum. Skoro pozostaje w obrębie pojęć niedookreślonych, enigmatycznych, to chyba tam powinno pozostać. Rzadko zdarza mi się określać kogoś mianem wielkiego artysty. Szybciej chyba powiem, że „to”, co tworzy jest wielkie lub, że to doskonały kompozytor. Artysta zawsze bardziej kojarzył mi się z nieco nonszalanckim, nietuzinkowym stylem bycia, niekoniecznie zarezerwowanym przecież tylko do ludzi trudniących się sztuką. Artystów życia – to tych, cenię sobie chyba najbardziej spośród wszystkich.

A sztuka? Czym tak naprawdę jest, co jest jej największą siłą?

Mam o jakieś 60 lat za mało aby odpowiedzieć na to pytanie, póki co odsyłam do Profesora Tatarkiewicza.

Piotr Orzechowski Pianohooligan (1)
Piotr Orzechowski, znany także jako Pianohooligan wystąpi solo, wykonując utwory z wydanego jesienią albumu – “24 Preludes & Improvisations”.

Zdarza Ci się komunikować poprzez dźwięki swojego instrumentu? Bywa, że łatwiej jest coś zagrać niż powiedzieć?

W zasadzie to jest mój sposób komunikacji, a z pewnością sposób najpełniejszy, najbardziej naturalny. Sam fakt, że mam tak silną potrzebę tworzenia muzyki, świadczy o poczuciu, że jest to dla mnie niezbędny środek wyrazu. Operowanie słowem jest dużym wyzwaniem. Od pewnego czasu zdarza mi się udzielać większych lub mniejszych wywiadów czy wypowiadać na jakiś temat i choć zdaje się, że z każdym kolejnym coraz lepiej umiem ubrać myśli w słowa, to jednak zawsze jest to pewnego rodzaju kompromis pomiędzy tym, co mam w głowie, a moim zasobem słów i zdolności konstruowania z nich zdań. W muzyce jest mi o wiele łatwiej, to mój mały osobisty język, który potrafi wyrazić mnie taką, jaka jestem – również sfery niewerbalne. Nie zawsze jest to prawda wygodna lub pożądana, bo wydaje mi się, że w muzyce niewiele da się ukryć – nawet jeśli chowamy się za danym stylem lub gatunkiem, nawet utworem, to jednak jesteśmy na scenie zupełnie nadzy, a to, co i w jaki sposób prezentujemy, jest najpełniejszą wizytówką naszych własnych myśli, postrzegania świata, wrażliwości, sposobu obcowania z drugim człowiekiem, obcowania z instrumentem.

“W zeszłym roku nie pomyślałabym nawet, że będę na tyle odważna, by rozpocząć solowy projekt i spróbować mówić własnym głosem” – tak żegnałaś rok 2017. Czego wcześniej brakowało Ci, by się na to zdecydować? A może… co zadziało się w Twoim życiu, że zdecydowałaś się na w takim, a nie innym momencie?

Moja droga do własnej twórczości była bardzo kręta. Przede wszystkim wiąże się to z długoletnią, intensywną i skierowaną na konkretny gatunek edukacją muzyczną, w sumie prawie 20 lat. Od kiedy pamiętam jednak fascynowały mnie różne gatunki i nigdy nie ograniczałam się tylko do jednego konkretnego. Dlatego pewnie, kiedy przez przypadek poznałam Justynę Chowaniak – wtedy jeszcze w momencie formowania się zespołu Domowe Melodie – i zostałam przez nią spontanicznie poproszona o pomoc w zaaranżowaniu kilku piosenek, po prostu powiedziałam: “Tak”. Chociaż w tamtym momencie nie umiałam napisać ani jednej nuty, chyba podskórnie czułam, że jest to coś, za czym tęsknię i w czym mogłabym się sprawdzić, odnaleźć. Od tego jednego “Tak” wszystko potoczyło się samo, a życie podpowiadało, że własna twórczość jest po prostu dla mnie czymś naturalniejszym. Jednak wewnętrzna walka z samą sobą zajęła mi kilka dobrych lat…

Co masz na myśli, mówiąc o wewnętrznej walce?

Na początku traktowałam własne “kompozycje” jako coś ułomnego – coś, czego wstydziłam się pokazać kolegom ze świata muzyki klasycznej, a tym bardziej moim profesorom. Jednak na każdym kroku dostawałam coraz więcej sygnałów, że to, co robię, spotyka się z pozytywną oceną, również profesjonalistów.

W 2017 roku ostatecznie zakończyłam edukację muzyczną i był to z pewnością moment nowego oddechu, ale również akceptacji faktu, że w dziedzinie muzyki klasycznej są ode mnie lepsi i niech tak zostanie. Ja za to będę wyżywać się we własnych “małych” dźwiękach i żyć według własnych reguł. Dopiero ten moment pozwolił mi na rozpoczęcie swojej stricte solowej drogi, bez podpierania się aranżacjami, duetami, zespołami. Po prostu Hania Rani, taka jaka jest w całości.

eabs (1)
Podczas koncertu Electro Acoustic Beat Sessions (EABS), z gościnnym udziałem legendarnego artysty Tenderloniousa, odbędzie się pra-premiera nowego wydawnictwa -“Slavic Spirits”.

Na zakończenie rozmowy wróćmy jeszcze na chwilę do wydarzenia, w związku z którym się spotykamy. Pojawisz się na nim nie tylko w charakterze organizatorki, a również jednej z artystek. Mogłabyś, proszę, zdradzić co usłyszymy w Twoim wykonaniu?

Nie chciałabym skupiać się na moim występie – będę jedynie towarzyszyć niektórym spośród artystów, ale nie ukrywam, że możliwość bycia tego wieczoru razem z nimi na scenie jest miłą sprawą. W styczniu tego roku rozpoczęłam współpracę z Giorgosem Papadopolousem, producentem muzyki ambientowej greckiego pochodzenia. Razem z moją muzyczną partnerką, wiolonczelistką Dobrawą Czocher, wystąpiliśmy wspólnie podczas Eurosonic Music Festival w Gronningen. Zachwycona twórczością Hior Chronika oraz tego, co udało nam się wtedy stworzyć, pomyślałam, że Piano Day byłby doskonałą okazją na sprowadzenie obu do Warszawy. Drugim artystą, z którym zagram będzie wspaniała, inspirująca wokalistka – Misia Furtak. Poznałyśmy się w zeszłym roku przy okazji pracy nad jej najnowszą solową płytą. Zdradzę, że na albumie pianino będzie odgrywało stosunkowo ważną rolę, dlatego bardzo ucieszyłam się, kiedy moja propozycja zaprezentowania fragmentu wydawnictwa po raz pierwszy podczas koncertu Piano Day Warsaw spotkała się z pozytywną odpowiedzią artystki. I tak właśnie 8 kwietnia będzie można usłyszeć nowe piosenki Misi Furtak w otoczeniu nietypowych dla niej instrumentów. Serdecznie zapraszam do udziału w koncercie Piano Day Warsaw 2018. Myślę, że każdy znajdzie tam coś dla siebie.

z23102285Q,Misia-Furtak
Podczas Piano Day Misia Furtak, razem z pianistką Hanią Rani, zaprezentuje specjalne wersje piosenek z planowanej na jesień solowej płyty.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s