“Artysta powinien mieć coś do powiedzenia” – rozmowa z Sarą Jaroszyk

Cześć,

A właściwie tym razem spokojnie mogę powiedzieć “SIE MA!”, bo z Sarą Jaroszyk spotkałam się przy okazji 26. finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, by porozmawiać o dorastaniu w przemyśle muzycznym, artystycznej niezależności, potrzebie autentyczności, twórczej szczerości i “Światłocieniach” – najnowszym albumie Sary, który już niebawem!

Z.

fot. Maciej Krawczyk
fot. Maciej Krawczyk

Zuza Iwanowska: W wywiadzie dla FineTune.TV powiedziałaś, że lubisz mieć poczucie zaczynania od nowa… co miałaś wtedy na myśli – nie identyfikujesz się już ze swoim poprzednim materiałem czy chodzi Ci o pewnego rodzaju… zamknięcie/ odcięcie się od etapu „Sary Jaroszyk- dziecięcej gwiazdy”? A może chciałaś powiedzieć coś jeszcze innego?

Sara Jaroszyk: Każda kolejna płyta czy projekt dają mi poczucie rozwoju, przez co są dla mnie pewnego rodzaju zaczynaniem od nowa – np. Światłocienie, mój nadchodzący album, bardzo różni się stylistycznie od pierwszego wydawnictwa, nie mówiąc już nawet o dziecięcych płytach, przy których nagrywaniu brałam udział. Mam teraz również nowe pomysły na to, w jaki sposób chcę kreować wizerunek. To wszystko nie znaczy jednak , że nie identyfikuję się z poprzednim materiałem – akceptuję swoją muzyczną przeszłość w całości i niczego nie żałuję, bo zdaję sobie sprawę, że gdyby nie te doświadczenia, nie byłabym tu, gdzie jestem. Wolę po prostu żyć tym, co jest tu i teraz, a z nowym materiałem czuję się całkowicie pewna. Co będzie przy kolejnej płycie? Zobaczymy!

A czy to miano „dziecięcej gwiazdy” czasami Ci nie ciąży? Nie miałaś poczucia, że musisz przez nie pokazać więcej czy lepiej odnaleźć się w środowisku dlatego, że miałaś z nim styczność od dziecka?

Nigdy nie uważałam się za dziecięcą gwiazdę, więc trudno powiedzieć, by ciążyło mi to w jakikolwiek sposób. Myślę, że wczesna styczność ze studiem nagraniowym i koncertami działały tylko i wyłącznie na moją korzyść. Jeśli chodzi o środowisko muzyczne i presję, by pokazać się z jak najlepszej strony… Zawsze staram się być dobrze przygotowana i zorganizowana, ale wywodzi się to bardziej z osobistych ambicji i tego, jak zostałam wychowana, niż poczucia obowiązku względem środowiska artystycznego.

Jeśli pozwolisz, będę się trochę posiłkować wrześniową rozmową z Małgorzatą Sawą. Określiłaś się w niej jako artystyczna „Zosia Samosia” – a gdyby zaryzykować stwierdzeniem, że Twoja potrzeba autentyczności i niezależności wzięła się właśnie stąd, że od dziecka miałaś wgląd za kulisy przemysłu muzycznego i mogłaś dostrzec w nim różne- niekoniecznie budujące- rzeczy?

Nie sądzę, by wgląd w kulisy przemysłu muzycznego determinował  potrzebę autentyczności czy niezależności, choć na pewno wolałabym, by tej autentyczności było w muzyce  komercyjnej – bo o takiej chyba w tym momencie mowa – więcej. Artysta powinien mieć coś do powiedzenia, a nie być środkiem do realizacji celów ludzi z wytwórni – nie wyobrażam sobie nie mieć żadnego wpływu na kształt utworu, który mam wykonywać… A może po prostu nigdy jeszcze nie dostałam od nikogo tekstu i muzyki, z którymi mogłabym się w pełni identyfikować.

Wydaje Ci się to wgl. możliwe – wyśpiewać cudze słowa, przeżycia, emocje…?

Jak najbardziej- wielokrotnie wykonywałam covery na koncertach promujących pierwszą płytę czy podczas występów akustycznych. Oczywiście brałam na warsztat utwory, z którymi się identyfikowałam, oddając im jednocześnie cząstkę siebie –  myślę, że dlatego nie były po prostu odśpiewane na wzór oryginału. To niełatwe, sprawić by czyjaś piosenka zabrzmiała w twoim wykonaniu równie dobrze i przekonująco… Mimo wszystko, to nadal cover grany na koncertach. Co innego, jeśli miałabym cudzą muzykę i słowa podpisać własnym imieniem i nazwiskiem, umieścić na płycie… Nie zamykam się oczywiście na możliwość współtworzenia z innymi artystami i producentami, jednak nie wyobrażam sobie, żebym miała być całkowicie odcięta od procesu twórczego, zdając się w 100% na cudzy zmysł, wrażliwość, itd.

Jako, że spotykamy się przy okazji 26. Finału WOŚP, nie godzi się chociaż symbolicznie nie poruszyć tematu Orkiestry. Mieliśmy dziś okazję obserwować Cię na WOŚPowskiej scenie. Powiedz mi, czy uważasz, że Twoim… nazwijmy to „obowiązkiem” jest dzielenie się talentem w słusznej sprawie, takiej jak np. WOŚP?

Nasz tegoroczny występ na WOŚP był dla mnie absolutnie wyjątkowy, bo od lat marzyłam by zagrać na dużej scenie, wspierając te wspaniałe przedsięwzięcie. Nigdy nie pomyślałabym jednak, że stanie się to u boku Michała Urbaniaka i to w głównym sztabie WOŚP, z którego leci bezpośrednia transmisja telewizyjna. Wspomnienia tego dnia zostaną ze mną na bardzo długo, jestem pewna. Zdecydowanie warto pomagać i grać razem z Orkiestrą – w każdym sensie – bo to super zabawa w słusznym celu.

No i tutaj dochodzimy mam wrażenie do istotnej kwestii – co dla Ciebie znaczy dzisiaj bycie artystką?

Nie lubię definiować ani zamykać niczego w ramy, ale jeśli miałabym już coś powiedzieć o wyborze ścieżki artystycznej, to jest to na pewno droga pod prąd… Podjęcie pewnego rodzaju ryzyka, które – jak wiadomo – nie wszystkim się opłaci, ale mimo wszystko nie wyobrażam sobie innej drogi. Bardzo cenię wolność i satysfakcję, które daje mi muzyka. Nie ma nic piękniejszego niż praca w zawodzie, w którym możesz się spełniać.

Lubię zadawać to pytanie, bo świetnie pokazuje różnice w podejściu do tworzenia między artystami. Podczas jednej z wcześniejszych rozmów usłyszałam nawet, że artysta to swego rodzaju Mesjasz… Ty jednak sprawiasz wrażenie mocno stąpającej po ziemi i bardzo rzeczowo podchodzącej do tego , co robisz. Tak trzeba, kiedy chce się odnieść sukces, szczególnie w pojedynkę?

Nie znam recepty na sukces, sama go jeszcze nie osiągnęłam… Z pewnością jest wiele czynników niezależnych od artysty, które pomagają go odnieść, ale bez ciężkiej, rzetelnej pracy, cierpliwości i pokory, na niewiele się przydadzą. Siadając do pisania muzyki, poświęcam się temu bez reszty – nie odbieram telefonów, nie jem, nie piję… Pracuję kilka godzin bez najmniejszej przerwy, a następnego dnia słucham stworzonego materiału i jeśli utwór podoba mi się równie mocno, co dzień wcześniej, to znak, że jest dobrze. Tak właśnie wygląda mój proces twórczy.

DNC kiedy ja to ty…” – miewasz czasem wrażenie, że łatwiej Ci pewne emocje wyśpiewać niż powiedzieć?

Wydaje mi się, że nie mam problemu z wyrażaniem uczuć – zarówno w muzyce, jak i w życiu codziennym. Lubię dużo i szczerze rozmawiać o tym, co czuję. Myślę, że jeśli chcemy budować zdrowe relacje z innymi ludźmi, to nie powinniśmy się tego bać.

Skoro jesteśmy przy tym temacie – niedługo ukaże się Twoje najnowsze wydawnictwo. Znajdzie się na nim jakiś przekaz, do którego szczególnie długo musiałaś dojrzewać? Czego nie byłaś pewna czy w 100% chcesz przekazać w ręce – bądźmy szczere- zupełnie obcych ludzi?

Ten album jest dla mnie wyjątkowy – kryje się na nim wiele postaci i historii, które odegrały ważne role w moim życiu i nie mówię tu wyłącznie o realnych ludziach czy sytuacjach z mojego życia, bo wiele utworów inspirowanych jest literaturą czy filmami, co daje kompozycjom nieco nierzeczywistego charakteru… Chociaż są na nim również momenty, które ukazują moje wnętrze i są całkowitym wyrazem mnie. Te autobiograficzne fragmenty faktycznie zdecydowanie trudniej przekazać w ręce ludzi, ale jestem dobrej myśli. Elementem spajającym wszystkie wątki na płycie jest nieustająca walka światła i cienia, dobra i zła, tego, co dostrzegalne ludzkim okiem i nie… Zacierające się granice między tym, co rzeczywiste, a fantastyczne. Z pewnością może być wiele interpretacji tego podziału i swego rodzaju dualizmu, bo jest wszechobecny w świecie i człowieku.

Tworząc ten album miałaś takie założenie,  by uchwycić dualistyczną naturę człowieka i świata?

Skłamałabym mówiąc, że to było moje założenie od samego początku, chociaż już przy drugim utworze rzeczywiście pojawiła się taka myśl. Podczas pisania zauważyłam, że pierwiastkiem łączącym teksty jest chęć wyrażenia pewnego… rozdarcia w człowieku. Temat ludzkiej cielesności, jak i duchowości, interesował mnie od zawsze – pierwotne w swej naturze instynkty kierujące człowiekiem… nadają wszystkiemu mistycznego w pewien sposób charakteru. To właśnie można usłyszeć w moich nowych kompozycjach.

Na zakończenie rozmowy powiedz, proszę, jeszcze trochę więcej o nadchodzącym albumie.

Na początku roku podpisałam swój pierwszy kontrakt fonograficzny z artCONNECTION music. Razem z wytwórnią przygotowujemy się do wydania mojego albumu. Bardzo się cieszę, że Zosia Samosia zyskała cenne wsparcie i teraz będę mogła skupiać się już na kwestiach najistotniejszych – pracy artystycznej i przygotowaniach do koncertów. Cóż więcej… Pozostaje mi tylko zachęcić do obserwowania moich dalszych poczynań.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s