“Z muzyką jest jak z prawdziwą miłością”- rozmowa z zespołem Sonbird (cz.I)

Cześć,

To szczególny wywiad. Szczególny, bo żeby spotkać się z chłopakami i go przeprowadzić przejechałam ponad 500 km. Szczególny, bo żeby chcieć to zrobić, wystarczył jeden zasłyszany utwór – niech będzie to najlepsza rekomendacja moich Rozmówców, ich twórczości i naszej dzisiejszej rozmowy. O miłości do muzyki, pracy nad EP-ką, zespołowej rodzinie, zmianach w życiu – zespół Sonbird! Zapraszam do lektury pierwszej części naszej rozmowy 🙂

Z.

d857e3299a1c005a551a6afc33a23853

Co chcielibyście pozostawić w słuchaczu  świeżo po koncercie?

Kamil Worek: Chciałbym, żeby każdy zabrał ze sobą do domu chociaż jedną rzecz – jakiś dźwięk, melodię, fragment tekstu lub jego przesłanie. Żeby to, co dajemy, pozwoliło komuś coś zmienić na lepsze albo zrozumieć. Chciałbym, by ludzie wracając z naszych koncertów byli szczęśliwi i gdy wstaną następnego ranka nadal, choć trochę, czuli tę energię. Kiedy pod sceną widzimy ludzi wzruszonych czy szczęśliwych to wzmaga w nas chęć do dalszej pracy i pielęgnowania tego, co mamy.

Kiedy zetknęłam się z „Lądem” po raz pierwszy swoją mocą i jednocześnie prostotą zachwycił mnie fragment tekstu: „W myślach mych mieszkanie masz…”. To jedno zdanie głęboko dotknęło pokładów mojej wrażliwości i ten stan trwa do dzisiaj. Dla jakich ludzi tworzy Sonbird?

Kamil: Tworzymy dla tych, którzy chcą nas słuchać i z nami przeżywać. Emocje ludzi pokazują nam, że warto tworzyć i dla tego żyć. Bardzo się cieszymy, że tych ludzi wokół nas zbiera się coraz więcej.

Maciej Hubczak: Miałem w szkole średniej kolegę, który nigdy nie słuchał muzyki takiej, jaką tworzymy – czasem nawet się z niej śmiał. Pewnego razu przyszedł na nasz koncert i tuż po stwierdził, że było pięknie. Na co dzień słucha cięższych brzmień, których wartości oczywiście nie neguję. Jednak to było niezwykłe, że nasz występ wywołał w nim tyle emocji, że przyszedł nam o tym opowiedzieć. Właśnie dla takich momentów warto to robić – spędzać na salce prób dziesiątki godzin czy czasem przejechać setki kilometrów, by spotkać się z ludźmi, z którymi mimo wszystkich różnic możemy znaleźć wspólny mianownik w naszej muzyce.

Macie misję uwrażliwienia swojego pokolenia?

Kamil: Wydaje mi się, że nasze pokolenie jest aż nadto wrażliwe – wręcz przewrażliwione. Jeśli mamy uwrażliwiać, to z pewnością na ważne tematy.

Chcesz powiedzieć, że ludzie są przewrażliwieni, ale konkretnie na swoim punkcie, czy ogólnie bardzo mocno odbierają świat?

Kamil: Myślę, że ogólnie odbieramy świat bardzo intensywnie.

Kiedy poczuliście, że muzyka jest tym przysłowiowym „czymś”? To ma się w sobie od zawsze, czy nagle doznaje się olśnienia? Jak było z Wami?

Kamil: Z muzyką jest jak z prawdziwą miłością – to po prostu trafia człowieka i wiesz, że chcesz to robić już na zawsze – tylko dla niej chcesz żyć.

Dawid Mędrzak: Z drogą muzyka wiąże się pewne ryzyko – ludzie mogą naprawdę różnie odbierać to, co robisz. Nie wolno dać sobie wmówić, że twoja twórczość jest niewarta uwagi. W jednym ze swoich vlogów Krzysztof Gonciarz powiedział, że jeśli ktoś mówi, że to, co robisz, jest słabe, to jesteś na dobrej drodze. Myślę, że ma w tym rację.

Maciej: Zrozumieliśmy, że muzyka jest właśnie „tym”, kiedy poczuliśmy wsparcie ludzi – słuchaczy, przyjaciół, rodziny. To wsparcie z każdym kolejnym zagranym koncertem rośnie. Kiedy wracamy do jakiegoś miasta i pod sceną kolejny raz widzimy bliskich nam ludzi, to serca nam rosną.

Tomasz Kurowski: Pamiętam, jak chodziłem jeszcze do gimnazjum, co w sumie było całkiem niedawno, a nasz wokalista Dawid próbował coś tworzyć ze swoim pierwszym zespołem. Pomyślałem sobie wtedy, że super by było mieć swój zespół – razem tworzyć, razem przeżywać. I chyba tak zaczęła się moja miłość do muzyki. Zacząłem grać na gitarze, potem na basie, który dostałem od kolegi mojej mamy, grając w kółko „Seven Nation Army” zespołu The White Stripes. Chwilę później założyłem własny zespół z moim przyjacielem Sebkiem. Pewnego dnia zadzwonił do mnie Kamil z propozycją dołączenia do Sonbird. Wtedy tak naprawdę zaczęła się moja podróż z muzyką.

A Wam gdzie gra się lepiej? Czy Żywiec, jako Wasze rodzinne miasto, jest najlepszym miejscem do koncertowania? A może ciekawiej na przykład od czasu do czasu wyskoczyć na występ do Warszawy?

Kamil: U siebie gra się najtrudniej. Ludzie widzą twój rozwój i osiągane sukcesy. Na koncerty przychodzi coraz więcej osób, nawet takich, które wcześniej tego nie robiły. Chcą zobaczyć, czy naprawdę jesteśmy na scenie tacy, jak się mówi. Wielu zna nasze początki, więc wiedzą, jak się zmieniamy – czy jest lepiej, czy odwrotnie. Poza tym Żywiec to nasza rodzinna miejscowość, więc występując tam, chcemy podziękować za wszystko, co już otrzymaliśmy – siłę i wiarę i pokazać, że chyba warto było się poświęcić.

Dawid: Pamiętam jeden z naszych ostatnich koncertów w Żywcu. Cały czas mam w głowie  jego początek – nasz realizator, Arek, wraz ze swoją ekipą zorganizowali cudowne światła. Wychodzę na scenę, Kamil zaczyna grać swoją partię, patrzę na bujającą się publiczność i uczucia, które się wtedy we mnie zrodziło, nie jestem w stanie opisać. Świadomość, że ci ludzie przyszli tu dla ciebie i ty równie mocno chcesz być dla nich…

Kamil: No i również dla Karolka, bo to był koncert charytatywny.

Dawid: Granie w nowych miejscach również jest ciekawym doświadczeniem. Wychodzimy wtedy do osób, które często są na naszym koncercie z przypadku i wtedy musimy ich do siebie przekonać – zrobić tak, żeby chciały zostać z nami na dłużej. To spore wyzwanie. Na początku jest stres, ale kiedy widzę, że to się udaje i nasz występ się ludziom coraz bardziej podoba, czuję się spełniony. Na szczęście nie mieliśmy jeszcze sytuacji, kiedy zawiedlibyśmy słuchacza na tyle, że czułby potrzebę podzielenia się tym z nami.

Spędzacie ze sobą wiele czasu – próby, wyjazdy, koncerty… Zdarzało Wam się już odczuwać zmęczenie sobą nawzajem?

Kamil: Najważniejsza w zespole jest relacja. Musimy stać się rodziną. Najtrudniejsze w muzyce jest, żeby spotkać odpowiednie osoby. My czujemy, że nam się to udało. Tak samo jest z  ekipą – to świetni ludzie, którzy jeżdżą z nami i wspierają nas, mimo że czasem jest trudno. Są cudowni i jeżeli ma się dobrą relację, to nadal chce się to robić. A w tej relacji najważniejsze jest, żeby ze sobą być i tworzyć – żeby być szczerym i mówić, co nam leży na sercu. Problemów nie można w sobie tłumić, trzeba je od razu rozwiązywać.

Maciej: Czasem na salce prób zdarzają się między nami nieporozumienia. Jednak wychodzimy stamtąd jako przyjaciele i zostawiamy złe emocje za sobą. Trzeba umieć te dwie sprawy rozdzielić.

Tomek: Było, jest i będzie wiele nieporozumień, ale tak, jak powiedział Kamil – staliśmy się rodziną. A rodzinę ciężko zniszczyć przez głupie kłótnie.

A co może Was najgorszego spotkać jako tę zespołową rodzinę? Czego najbardziej się boicie?

Kamil: Tego, że staniemy w miejscu – nie będziemy w stanie niczego wymyślić, wszystko będzie stawało się takie samo i to doprowadzi do wzajemnego smutku. Albo tego, że będziemy trzymać w sobie złe emocje, a któregoś dnia ktoś wybuchnie i będzie bardzo źle. Staramy się tego unikać. Dbają o to również nasi bliscy. Pielęgnujemy w sobie potrzebę bycia ze sobą. Tomek „Serek” Krawczyk powiedział nam ostatnio: „Chłopcy, proszę Was o jedno – jeżeli kiedyś się pokłócicie i będzie źle w zespole, to zróbcie wszystko, by do siebie wrócić. Robicie genialną muzykę”.

Dawid: Może być też tak, że kiedyś któremuś z nas przestanie się chcieć. Mam jednak nadzieję, że to nie nastąpi.

Kamil: Jak mówiłem – czujemy, że spotkaliśmy odpowiednich ludzi, jednak mamy świadomość, że to ryzyko zawsze istnieje.

Zespół jest dla Was jak druga rodzina. A jaki macie stosunek do słuchaczy?

Dawid: Lubię mówić, że są to nasze „Misie Kolorowe” – ostatnio na Facebooku nazwałem ich też naszymi Bąbelkami. Te określenia mogą wydawać się trochę dziecinne czy śmieszne, ale oni również stają się naszą rodziną. Jeżeli ktoś chce zostać jej częścią, czekamy na niego z otwartymi ramionami.

Kamil: Szanujemy wszystkich, którzy przychodzą na nas i dla nas. Zawsze staramy się ze wszystkimi porozmawiać. W momencie, kiedy schodzisz ze sceny i każdy do ciebie podchodzi, jednocześnie chciałbyś być sobą, a z drugiej strony chciałbyś, żeby było ciebie dziesięciu, żeby można było z każdym zamienić choć kilka słów.

Maciej: Kiedyś nasz bardzo dobry kolega, Kuba Tracz, z duetu Bass Astral x Igo, powiedział coś, co zostanie mi w głowie prawdopodobnie do końca życia – kiedy ktoś podchodzi do ciebie po koncercie, trzeba starać się traktować go tak, jak gdybyś to ty podchodził do swojego idola. To piękne. Chciałbym tak traktować ludzi i nigdy tego nie stracić.

Dawid: Wszystkich naszych słuchaczy bardzo cenimy – dziękujemy im za to, że są i że nas wspierają. Na każdym kroku bardzo mocno to odczuwamy. Myślę, że bez ludzi nie byłoby nas tu, gdzie jesteśmy. A przed nami bardzo ważny moment – walczymy o finał Festiwalu Supportów, dzięki któremu mamy szansę wydać naszą debiutancką płytę, a co za tym idzie – spełnić nasze marzenia. Potrzebujemy wsparcia jak nigdy dotąd i jesteśmy ogromnie wdzięczni, bo płyną do nas ogromne jego pokłady.

Sfinansowaliście wydanie EP – ki. Od początku chcieliście zrobić to na własną rękę, czy szukaliście wydawnictwa?

Dawid: Na samym początku nie mieliśmy takiej świadomości jak obecnie. Dziś może troszkę byśmy się jeszcze wstrzymali: mocniej popracowali nad jakością, poprawili co nieco… Jednak nie żałujemy niczego, bo zrobiliśmy wszystko na miarę naszych ówczesnych możliwości. Wiedzieliśmy, że to bardzo potrzebny krok – zainwestowaliśmy w to wszystkie pieniądze zgromadzone z koncertów. Na szczęście mieliśmy też ze sobą wielu bliskich – jak to mamy na YouTube napisane – Bogu wiadome osoby były z nami. Naszym mentorem był Kuba Winiarski (Black Bee) – służył dobrą radą. To on powiedział, że wydanie EP-ki jest koniecznością. Wyciągnął do nas rękę, dzięki niemu udało się to zrobić. Nie spodziewaliśmy się, że ta mała płytka pozwoli nam wystąpić w konkursie Skoda Auto Muzyka, czy będzie naszą wizytówką podczas dostawania się np. na poznański Spring Break. Dziś, planując naszą debiutancki krążek, bardziej świadomie patrzymy na te kwestie. Chcemy postawić przede wszystkim na jakość. Wiadomo, że ciągnie to za sobą spore koszta, ale wierzymy, że się to uda. Chcemy spełniać marzenia! Może Festiwal Supportów nam w tym pomoże…? 😉

Teksty, które się na niej znalazły, są Twoimi pierwszymi, czy prowadziłeś eliminację: co chcecie umieścić, a co na razie zostaje w szufladzie?

Dawid: Teksty co prawda uległy zmianie, ale były to raczej sprawy kosmetyczne, np. „Niepoważny” miał troszkę inne słowa. To nie są pierwsze teksty, które napisałem. Jestem z nich coraz bardziej zadowolony – im dalej, tym lepiej i to dotyczy wszystkiego, co się robi. Zacząłem odkrywać nową wrażliwość, poszerzyło mi się słownictwo, szukałem nowych metafor i porównań. Cieszę się, że ludziom również się to podoba.

Co najtrudniejszego wiązało się z jej tworzeniem?

Maciej: Nagrywanie w studio. Każdy miał wtedy pracę i własne obowiązki. Trudno było to pogodzić.

Kamil:  Brak czasu. I uwierzenie w środku w samym sobie, że ta EP-ka jest czymś, co chcesz dać innym – czy tak bardzo chcesz odkryć swoje „ja” i czy po prostu się spodoba. Ta płyta przeszła nasze najśmielsze oczekiwania. Sam koncert premierowy był przepiękny. Przyszło mnóstwo ludzi, sprzedaliśmy prawie połowę nakładu EP-ek. Wierzyliśmy, że wszystko będzie dobrze, no i w sumie to… było dobrze. Bardzo dobrze!

Dawid: Praca w studio jest trochę inna niż ta na salce prób czy koncercie. Dopiero tam, kiedy nakładasz słuchawki, zdajesz sobie sprawę, jak wiele jeszcze masz do zrobienia. Na salce tak tego nie słychać, natomiast w studio każde niedociągnięcie jest słyszalne. Ja z Kamilem miałem małe doświadczenie, jeśli chodzi o tego typu pracę. Maciek i Tomek natomiast żadnego. Myślę, że dlatego musiało to być dla nich dużo bardziej stresujące doświadczenie, chociaż wszyscy przeżywaliśmy to bardzo intensywnie.

Tomek: Najtrudniejsze było to, że dopiero po czasie uświadomiłem sobie, jak dużo można było jeszcze zmienić czy poprawić. Dziś myślę, że zrobiliśmy to za szybko – nie dopracowaliśmy rzeczy, które powinniśmy dopracować i na które powinniśmy zwrócić szczególną uwagę. Ale to dobra lekcja, żeby pamiętać o tym przy pracy nad debiutancką płytą.

Mówicie, że tytuł EP-ki symbolizuje podział Waszego życia na czas przed i po założeniu zespołu. Jak wiele się zmieniło? Co zmieniło się w Waszej duszy, jeśli cokolwiek się zmieniło?

Dawid: W mojej duszy na pewno pogłębiła się wiara – zarówno w Boga, jak i to, że jesteśmy w stanie osiągnąć wyznaczone cele.

Kamil: Zbudowało to we mnie głębszą wiarę. Robię to, co kocham, więc zacząłem być szczęśliwszy – mam obok siebie wspaniałych ludzi i mogę się wraz z chłopakami rozwijać.

Tomek: Podpisuję się pod tym, co powiedział Dawid. Poza tym nie wyobrażam sobie już mojego życia bez przebywania z całą naszą Sonbirdową ekipą: bez grania koncertów, śmiania się z głupich rzeczy i tworzenia razem czegoś, z czego jesteśmy bardzo dumni. Do tego dzięki temu, co robimy, w pewien sposób pomagamy i uszczęśliwiamy innych, co sprawia, że ja również czuję się bardziej szczęśliwy.

Ciekawi mnie, dlaczego w ogóle zdecydowaliście się na tę drogę? Z jednej strony, oczywiście – cudowne koncertowe przeżycia.  Z drugiej jednak – godziny prób, męczące podróże, dni w studio, oddalenie od bliskich…

Kamil: Podczas tych podróży jesteśmy razem – jako ta druga rodzina. Śmiejemy się, żartujemy, ale poważne tematy również nie są nam obce. Poza tym Polska jest przepiękna – jedziesz i widzisz te wszystkie góry i niziny, spotykasz pięknych ludzi. A koncerty dodają energii – pokazują, że granie, wyjazdy i poświęcenie mają sens.

Dawid: Bardzo lubię przebywać z chłopakami. Często nasze zdania się różnią, ale to pozwala pogłębiać naszą relację i coraz lepiej się poznawać. Poza tym podróże udowadniają, że zawsze możemy na siebie liczyć: nie tylko jak na współczłonka zespołu, a po prostu – jak na przyjaciela.

Tomek: Jakby nie patrzeć przez pryzmat zmęczenia, to ten czas wspólnej pracy jest przepiękny. Każda próba i koncert to pewnego rodzaju lekcja. Co do podróży: zazwyczaj prowadzi Maciek, ale mi też się zdarza. Jeszcze nie miałem tak, żeby podróż mnie męczyła, a przynajmniej nie wtedy, kiedy byłem kierowcą. Kochamy grać, uwielbiamy podróżować – odkrywać nowe miejsca i poznawać ludzi. Wszystko to zawsze składa się na cudowny czas. Kiedy tuż po koncercie przychodzi myśl, że to koniec i trzeba się znowu rozejść na parę dni, to okazuje się, że przed nami jeszcze powrót do domu jednym samochodem i od razu poprawia się humor.

Ile bylibyście w stanie zrobić dla popularności? Co poświęcić?

Dawid: Dla nas najważniejsza jest szczerość, więc na pewno nie chcielibyśmy jej poświęcać, by podporządkować się jakiejkolwiek regule, która sprawi, że dzięki niej będziemy bardziej przystępni i zrozumiali.

Kamil: Chcemy robić to, co kochamy. Jeśli pójdzie za tym popularność, to będziemy się bardzo cieszyć. W sumie chyba o to chodzi, by nasza twórczość docierała do coraz większej ilości osób, by pomnażało się to, co chcemy od siebie dawać. Myślę, że jeżeli powiesz sobie w głowie i w sercu, że chcesz, to się uda. I tak poświęciliśmy już dużo. Jedyne, co wciąż mamy, to rodzina i przyjaciele.

Tomek: Chciałbym, żeby ludzie nas pokochali takimi, jakimi jesteśmy. Nie wyobrażam sobie robienia czegoś na przekór sobie tylko po to, by przekonać do siebie jakąkolwiek grupę ludzi.

Jest coś, co daje Wam porównywalną z graniem przyjemność?

Tomek: Jazda samochodem. Marzy mi się BMW, ale jeszcze mnie nie stać, więc muszę zadowalać się graniem (śmiech).

Kamil: Myślę, że nie… może pomaganie, bo robiąc coś dobrego dla innych, również jestem szczęśliwy. Ale myślę, że jeśli coś kochasz, to najbardziej jesteś zadowolonym z tego, że ta miłość się odwzajemnia. A moją miłością jest muzyka.

Dawid: Spędzanie czasu z bliskimi jest tak samo przyjemne i tak samo ważne. Jest to tym przyjemniejsze, kiedy bliscy cieszą się z tego, co robisz i wspierają cię w tym. Kiedy wracam do domu w Żywcu, po całym tygodniu w Krakowie, wiadomo – mama pyta o studia i sprawy z tym związane. Zawsze jednak pyta również o zespół. To dla mnie bardzo ważne.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s