“Publiczności nie da się oszukać” – rozmowa z Łukaszem Gorczycą

Cześć,

Wiecie komu zawdzięczamy koncertowe spotkania z  niesamowitymi Jackiem Moore czy Jennifer Batten nie za granicą, a właśnie w Polsce? Równie niesamowitemu Łukaszowi Gorczycy! 😉 Tak, to właśnie temu Panu zawdzięczam jedne ze swoich największych koncertowych emocji, a kilka tygodni temu udało mi się przeprowadzić z Muzykiem wywiad. Jesteście ciekawi jak doszło do muzycznych współpracy Pana Łukasza? Jak to jest współpracować z artystami występującymi na największych scenach świata? A może ciekawi co zadecydowało o wyborze muzycznej ścieżki? Na te i kilka innych pytań znajdziecie odpowiedzi poniżej!

Z.

19-12-161gorczyca-i-przyjaciele-1764x700
Zdjęcie pochodzi ze strony bluescity.pl

Zuzanna Iwanowska: Często występuje Pan w Sześcianie. Wnioskuję, że lubi Pan białostocką publiczność?

Łukasz Gorczyca: Przyjeżdżam tutaj już od jakichś siedemnastu lat. Zawsze miło wspominam koncerty i pokoncertowe przygody – ludzie na Wschodzie są bardzo fajni: mili, życzliwi i ciepli. To dotyczy nie tylko Białegostoku, a całej wschodniej ściany.

Całkiem niedawno, bo w lutym, spotkaliśmy się podczas trasy z gościnnym udziałem Arka Kłusowskiego i Jacka Moore’a. Czy teraz, z perspektywy czasu, jest Pan z niej zadowolony?

Z różnych względów nieszczególnie, bo zawsze mogłoby być lepiej. Natomiast już po trasie wydarzyło się wiele świetnych muzycznych rzeczy, więc spadliśmy na cztery łapy. Produkujemy wspólnie z Arkiem i Jackiem wspólny utwór, ale kto wie? Może z tej współpracy wyjdzie cała płyta, kto wie? Co ciekawe, zupełnie różna od tego, co gramy na koncertach. Mamy nadzieję na szeroki odbiór materiału, bo w studiu dzieją się fajne rzeczy.

Dzisiaj jest Pan w kolejnej trasie z legendarną Jennifer Batten. Jak doszło do Waszej współpracy?

Któregoś pięknego dnia do niej zadzwoniłem bądź napisałem maila, zapraszając na pewien festiwal muzyczny. To było jakieś 6-7 lat temu. Zgodziła się przyjechać do Polski i z jednego festiwalu zrobiło się 10 koncertów. Następnego roku znowu przyjechała, a przy trzeciej wizycie stwierdziliśmy, że zagramy z moim zespołem. No i teraz Jennifer odwiedza Polskę co roku.

Na wspólne trasy, jak i na płytę ” Gorczyca i przyjaciele”, zaprasza Pan wspaniałych muzyków o międzynarodowej sławie. Czym się Pan kieruje wybierając tych, z którymi chce współdziałać?

Powiem trochę żartobliwie. Niestety – rzeczywistość jest brutalna, pieniądze mają tutaj spore znaczenie. Nie na każdego artystę nas stać, to samo jeśli chodzi o organizatorów koncertu. Zorganizowanie całej trasy to karkołomne wydarzenie, a towarzyszące temu koszty są olbrzymie – mało kto zdaje sobie z tego sprawę. Poza tym, te dwie godziny występu, które widzieliśmy chociażby dziś wieczorem, to wierzchołek góry lodowej. Tak naprawdę, przygotowania do tego żebyśmy mogli spotkać się w kwietniu, zaczynają się mniej więcej od sierpnia. Wiąże się z tym promocja, praca techniczna i logistyczna, booking koncertów – naprawdę niełatwa, żmudna praca. Kolejną sprawą przy wyborze jest rozpoznawalność artysty – żeby przyciągnąć publikę, to musi być jednak ktoś, kto jest choć trochę znany.

Zdarza się, jak w przypadku pani Batten, że koncertuje Pan z muzykami, którzy w swoim życiu grali na największych scenach świata. Nie czuje Pan czasem tremy z tym związanej?

Na scenie już tego nie odczuwamy, natomiast zdarza nam się to na próbach, kiedy nie jesteśmy jeszcze pewni, czy dobrze sie przygotowaliśmy. W przypadku Jennifer, spędziliśmy na nich wiele czasu, bo wszystko musiało być wyćwiczone do perfekcji. Dlatego, kiedy nadszedł moment występu przed publicznością, uczucie zniknęło – byliśmy perfekcyjnie gotowi, żeby pokazać materiał.

Wasze występy odbywają się w bardziej kameralnych klubach przed stosunkowo niewielką publicznością. Czy to celowy zabieg?

To całkowity przypadek, kiedy zdarza nam się grać w mniejszych klubach. Generalnie występujemy w salach na 100 – 150 osób i zwykle tyle właśnie osób przychodzi żeby nas posłuchać.

Jest Pan muzykiem bardzo aktywnym, dwieście koncertów rocznie robi wrażenie. Ma Pan tak silną potrzebę koncertowania?

Tak się po prostu składa. Chociaż czasem myślę, że to już uzależnienie. Często artyści proszą mnie o wspólny występ, o udział w jakimś przedsięwzięciu, a ja nie potrafię odmówić, kiedy mam wolny czas.  Czasem godzę się na to dość nieopatrznie. Kiedyś zgodziłem się zagrać na trasie mojego przyjaciela i dopiero, gdy zbliżał się termin przedsięwzięcia, zdałem sobie sprawę, że mój wyjazd zahacza o czas świąt Wielkiej Nocy. Proszę sobie wyobrazić reakcję rodziny, kiedy się dowiedzieli, że święta spędzę poza domem.  Nie mogłem jednak wystawić kolegów do wiatru. Rodzinie obiecałem jednak, że w przyszłości będę bardziej czujny.

Skoro o koncertowaniu mowa, za co najbardziej Pan to lubi?

Mogę powiedzieć, czego nie lubię?

Oczywiście, o to również chciałam zapytać.

Nienawidzę podróży – od siedzenia w samochodzie jest mi już niedobrze. Męczą mnie przydrożne stacyjki, które często są jedyną szansą, żeby coś zjeść. Niestety, raczej nie mamy czasu, żeby wjechać po drodze do jakiegoś miasta i zjeść w porządnej restauracji. To męczy. Jednak granie z przyjaciółmi – stanie z nimi na jednej scenie –  rekompensuje wszelkie niedogodności.

Skąd u Pana sympatia do gitary?

Pochodzę z muzycznej rodziny, mój ojciec również jest muzykiem. Dorastałem otoczony sztuką, szczególnie muzyką. Jako dziecko, często zabierano mnie na próby czy koncerty. Myślę, że śmiało mogę powiedzieć, że to nie ja wybrałem muzykę, a tak naprawdę to ona wybrała mnie. Nie miałem nic do powiedzenia (śmiech).

Miał Pan jakiś plan B – co by było, gdyby nie muzyka?

Chyba nie. Chociaż w moim przypadku to nie jest tak, że stuprocentowo się jej poświęciłem. Interesuje mnie również wiele innych dziedzin.

Ciekawią mnie Pana muzyczne fascynacje.

Mam ich całe mnóstwo! Słucham dużo jazzu, porywa mnie również klasyka – uwielbiam Chopina, który chyba nigdy nie przestanie mnie fascynować. Polecam wszystkim pochylenie się nad muzyką okresu baroku.

Są artyści, którym jest Pan wierny od lat?

Rzadko wracam do tego, czego słuchałem w latach młodzieńczych. Oczywiście – mam wszystkie płyty, kasety czy analogi – głównie rockowe klasyki lat 60. i 70. Na tym się wychowałem. Przeżywałem długą fascynację zespołem Queen, mam ich całą dyskografię. Nigdy tego nie wyrzucę, ani nie sprzedam. Oczywiście cały czas bardzo ich szanuję, ale nie wracam do tego na co dzień.

A co Pan myśli o współpracy muzyków Queen z Adamem Lambertem?

Rozumiem chęć zespołu do grania tych genialnych kompozycji przed publicznością. Trudno się temu oprzeć i absolutnie nie krytykuję ich potrzeby bycia na scenie – ta adrenalina działa jak narkotyk. Nie znam jednak projektu na tyle dobrze, żeby móc go oceniać. Pan Lambert na pewno świetnie śpiewa, jednak żebym mógł to ocenić, musiałbym posłuchać trochę więcej.

Już niedługo, bo w październiku, będzie okazja. Queen + Adam Lambert zawitają do Łodzi.

Jeśli tylko będę miał wolny dzień, na pewno się wybiorę.

Z Pana życiem w trasie na pewno wiąże się wiele wyrzeczeń. Jak sobie Pan radzi z ciemnymi stronami życia artysty?

Jadę do domu. To moje lekarstwo na ciemną stronę zawodowego życia. Tak jak mówiłem, te wszystkie podróże bywają bardzo męczące, ale wiążąc swoje życie z muzyką, wiedzieliśmy, co nas czeka.

Zdecydowałby się Pan na tę muzyczną drogę drugi raz?

Myślę, że tak – ta praca daje sporo radości. Jestem spełnionym człowiekiem – realizuję to, co sobie wymarzyłem w młodości. Nie mam powodów żeby rozważać inną ścieżkę zawodową.

A czy kiedykolwiek podczas Pana artystycznej pracy kierowała Panem chęć bycia nieśmiertelnym dzięki swoim artystycznym działaniom?

Myślę, że podświadomie marzy o tym każdy artysta. Wielu się do tego nie przyzna, ale gdzieś w głębi duszy każdy z nas ma poczucie, że chciałby coś po sobie zostawić – utwory czy po prostu radość związaną ze wspomnieniem naszego występu.

Powracając do tematu współpracy. Puśćmy wodzę fantazji. Z kim jeszcze chciałby Pan współdziałać?

Chciałbym współpracować z ludźmi, z którymi będę się dobrze czuł – tylko i aż tyle.  Co nam po pracy z genialnym artystą, który okaże się zupełnie innym człowiekiem? Wtedy nie ma radości z tworzenia. Znakomicie śpiewających i grających ludzi jest na świecie cała masa, ale ja chciałbym po prostu pracować z kimś fajnym.

Czym charakteryzuje się prawdziwy artysta i czy takie określenie ma prawo bytu? I kim w ogóle jest taki człowiek?

Definicji jest sporo, wystarczy ich tylko poszukać. Myślę, że to ktoś, kto kreuje gusta. Nie kłania się temu, co ludzie lubią, a stara się szukać czegoś nowego.

Jak już wspomniałam jest Pan muzykiem prężnie działającym zawodowo, koncertuje ze wspaniałymi artystami. Ma Pan więc kompetencje by ocenić polską scenę muzyczną – mamy więcej powodów do dumy czy wstydu?

Nie wiem, czy mam prawo oceniać polską scenę muzyczną. Tak naprawdę ja na niej tylko bywam. Mamy sporo utalentowanych młodych ludzi. „Starszy garnitur” również nie ma powodów do wstydu – jest wielu genialnych artystów starszego pokolenia. Nie wymienię nazwisk, bo jeszcze zapomnę o kimś, kogo bardzo szanuję, ale od lat są na topie i za to wielkie chapeau bas w ich stronę. Łatwo jest zrobić jeden hit i przez moment być na szczycie. Za to utrzymać zainteresowanie swoją twórczością przez lata, czasem dziesięciolecia, i stworzyć prawdziwe przeboje to wielka rzecz. Cały czas trzeba udowadniać wszystkim dookoła, również sobie, że jest się tego wartym. Publiczności nie da się oszukać. Trzeba być szczerym – a trudno być takim przez całe artystyczne życie.

Na koniec, jakich rad udzieliłby Pan początkującym muzykom?

Po pierwsze – w drodze do sukcesu nie ma półśrodków. To ciężka praca, jeśli rzeczywiście chce się być dobrym, i nie ma drogi na skróty. A po drugie, pokora, pokora i raz jeszcze POKORA. Szanujcie starszych kolegów i koleżanki. Boli mnie częste cwaniakowanie młodych. Oczywiście młodość ma swoje prawa – to ich czas i myślą, że wiele im się należy. To błędne nastawienie – nic się nikomu i w żadnej dziedzinie nie należy. Musimy sobie sami zapracować na to, co mamy czy będziemy mieli. Wielu moich znajomych zgubiła pycha, pazerność i brak wcześniej wspomnianej pokory.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s