“Wciąż trochę nie wiem, kim jestem i kim chcę być” – rozmowa z Abelardem Gizą

 – Zastanów się, zastanów. Przecież to stand – uper. Jeszcze któryś z żartów weźmiesz na serio, a potem będzie wstyd,o!

Nie ma to jak wsparcie znajomych 😉 Właśnie takie słowa słyszałam szykując się do wywiadu z Abelardem Gizą, którym dziś się z Wami dzielę. I powiem tyle – dawno nie rozmawiało mi się z kimkolwiek na takim luzie jak z Abelardem, a na występie nawet taki sztywniak jak ja, uśmieje się po wsze czasy, ale przede wszystkim każdy wróci bogatszym o chociaż odrobinę dystansu 😉

Z. 

 

17635177_1183294685129584_8932668750980438254_o
Zdjęcia dzięki uprzejmości klubu Gwint w Białymstoku.

Zuzanna Iwanowska: Dzisiejszego wieczoru widz będzie miał okazję poznać Pana najnowszy program stand up „LUDZIE TRZYMAJCIE KAPELUSZE”. Proszę nam powiedzieć: wokół jakiej tematyki kręci się projekt?
Abelard Giza: To zbiór przemyśleń, które pojawiły się w mojej głowie na przełomie września i października zeszłego roku. Były na tyle ważne, że chciałem podzielić się nimi z moimi widzami. Tak właściwie ten program to trochę ja w pigułce – ze swoimi bolączkami czy po prostu przemyśleniami właśnie. Ciężko stwierdzić, o czym konkretnie jest ten program, bo jest dość różnorodny.
Jak powstawał, co Pana inspirowało?
Tak jak wspomniałem – ja sam. Wszystko to, co widzę z zewnątrz i jak to odbieram w środku. To, co dotknęło mnie w ciągu ostatniego roku, było źródłem inspiracji.
Dzisiejszy występ otwiera Białostocką Scenę Stand Up. Czy uważa Pan, że to dlatego, że w Suwałkach, Bielsku Białej i Radomiu stand up się sprawdził?
To chyba nie jest tak, że to się w różnych miastach przyjęło, tylko jako komicy widzimy, że nasze „gadanie” sprawia ludziom frajdę i pojawiamy się w różnych miastach: mniejszych, większych, na wschodzie, zachodzie, południu czy północy kraju. Jest coraz więcej miejsc, w których stand up pojawia się regularnie. Fajnie, że Karol (Modzelewski – przyp.red) przejął kawałek Białegostoku w stand–upowe władanie i będzie zapraszał różnych komików z całej Polski. Oczywiście, komicy pojawiali się tutaj wcześniej. Ja sam występuję w Gwincie trzeci czy czwarty raz, więc to nie tak, że tu się kompletnie nic nie dzieje czy nie działo pod tym kątem. Działa u was przecież Śledź Stand Up, od paru lat funkcjonują również kluby, do których przyjeżdżają komicy z różnych ekip. To naturalna kolej rzeczy, że pojawia się kolejna scena i rodzi się nowe miejsce, gdzie będzie można regularnie występować.
Myślę, że znaczna część publiczności poznała Pana dzięki działalności w kabarecie LIMO, jednak już za czasów funkcjonowania formacji udzielał się pan w stand-upie. Ta forma ekspresji scenicznej jest Panu bliższa?
Chyba tak. W tym, co robię teraz, nie potrzebuję stroju czy jakiejkolwiek maski lub postaci. Oczywiście, czasem zdarza mi się je odgrywać, ale to są sekundy. Wcielam się w jakąś postać, później coś powiem i wracam do siebie. Na scenie jestem jako ja – Abelard Giza – i mówię o tym, co myślę i co mam w głowie. Przez to jest mi to bliższe i pokochałem stand up na tyle, że nie wyobrażam sobie sytuacji, w której miałbym z niego zrezygnować.
A czy jest jakieś pole, gdzie tradycyjny kabaret daje większe możliwości? Tęskni Pan za czymś, z czym wiązał się tradycyjny kabaret?
Hmm… nie wiem. To ciekawe pytanie (śmiech). Ludzie, którzy go tworzyli, to była fajna i zgrana ekipa. Chociaż tak naprawdę wciąż mamy kontakt, więc to nie tak, że nasza znajomość skończyła się wraz z LIMO. Jeśli chodzi o kabaret, na pewno łatwiej jest zbudować bogatszy świat, bo na scenie jest więcej osób. Jest również bardziej widowiskowy, kiedy np. wchodzi pięć osób ciekawie ucharakteryzowanych, leci muzyka i cały entourage jest bogatszy. To może być uderzeniem większej energii. Z drugiej jednak strony, kiedy widzę, jak światowej sławy komicy zapełniają wielkie sale i wychodzi jeden gość w jeansach potrafiący porwać tę wielotysięczną publiczność – to jaką on musi mieć siłę, że to robi? Więc ta widowiskowość niekoniecznie musi iść w parze z siłą oddziaływania.
Przygotowując się do wywiadu przeczytałam – co bardzo mnie zaskoczyło – że ma Pan na swoim koncie nie tylko świetne programy satyryczne, ale również cztery pełnometrażowe filmy. Czy był taki moment, kiedy zastanawiał się Pan nad wyborem drogi – kabaret czy film?
Kiedy byłem młodszy myślałem, że być może będę robił filmy. Zabawowo, wraz z przyjaciółmi, zrobiliśmy ich kilka i na tym się skończyło. Robienie filmów to nie jest bułka z masłem – do tego trzeba mieć spory warsztat. Ja gdzieś cały czas się o to ocieram. Współpracuję teraz z grupą ludzi zajmujących się nim zawodowo – wymyślamy razem pewną historię, więc nie porzuciłem tego gatunku zupełnie.
Co jest największym wyzwaniem sceny stand up w Polsce?
Mam wrażenie, że na ten moment są dwa wyzwania. Pierwsze to docieranie do jak najszerszego grona widzów. Jest wielu komików i coraz więcej klubów, to wszystko rozwija się naprawdę fajnie. Jednocześnie wielu ludzi wciąż nie ma pojęcia, czym jest stand up – z czym to się je. My mamy dopiero aspiracje, by podbić polską widownię. A druga rzecz to szukanie jakości w tym, co robimy. Nie ma kursów czy szkół stand-upowych, więc uczymy się od zachodnich mistrzów podrzucających nam swoje nowe programy, np. na Netflixie. Pozostaje nam praktyka, co jest dość mozolne i wymaga wiele pracy i samokrytyki. Przed nami jeszcze długa droga. Powinniśmy szukać głębiej, a nie szukać najprostszych sposobów rozśmieszenia widza. Stand up to gatunek, który może skupić się na refleksji i być bogatszy, niż się wydaje.
Ciekawią mnie też Pana inspiracje? Czy ktoś jest dla Pana wzorcem stand–upera?
Bardzo cenię kilku ludzi, chociaż to się cały czas zmienia, tak jak i ja sam. Wciąż trochę nie wiem, kim jestem i kim chcę być. Wierzę, że z czasem to odkryję. Tak było przy okazji kabaretu LIMO, który dopiero po latach, pod koniec swojej działalności nabrał własnego charakteru. Na razie inspiruję się ludźmi jak Bill Burr, Doug Stanhope czy Louis C.K. Ostatnio widziałem program Dave’a Chappelle, który wrócił po latach nieobecności na stand-upowej scenie – fantastyczny, dojrzały. To nazwiska dobrze znane w naszym świecie. Polecam ich serdecznie tobie i wszystkim czytelnikom.
Dla przeciętnego odbiorcy komik to ktoś, kto nieustannie tryska humorem i zawsze widzi zabawną stronę sytuacji. Czy łatka wiecznego „wesołka” bywa uciążliwa i czy miewa Pan ochotę się jej pozbyć? A jeśli tak, czy jest to trudne?
To jest trudne, bo ludzie widzą nas właściwie tylko w sytuacji, kiedy żartujemy. Gdybym był teraz zmęczony i smutny – a widzimy się pierwszy raz i nie wiadomo, kiedy się znowu zobaczymy – to pomyślałabyś pewnie, że ze mnie smutny nudziarz, który potem wychodzi na scenę i udaje, że jest śmieszny. Raczej widzicie nas na scenie czy w internecie, kiedy opowiadamy żarty i to właśnie przez to w waszych głowach rodzi się nasz obraz jako wiecznie rozchichranych „wesołków”. To bywa uciążliwe, ale z drugiej strony nie dziwię się temu i próbuję wziąć to na klatę. To dość częste pytanie i czasem w wywiadach próbuję wytłumaczyć, jak to tak naprawdę wygląda. Myślę, że niejeden raz ktoś widział mnie naburmuszonego i konfrontując to z wizerunkiem scenicznym myślał, że jestem kłamliwym bucem, ale nic z tym nie zrobię – jestem tylko człowiekiem.
Czy w związku z tym „stygmatem” zdarza się, że nie odbierają Pana poważnie, spodziewając się konkretnego zachowania?
Myślę, że jesteśmy trochę postrzegani jako pajacujący goście czy „śmieszki”. Przyzwyczaiłem się do tego. Na zachodzie jednak komików traktuje się inaczej – to ludzie zapraszani do topowych talk-show, z którymi można porozmawiać na różne tematy, czasem wbiją szpilę czy poruszą niewygodną kwestię. U nas musimy to dopiero wywalczyć.
Kierunek, który Pan zawodowo obrał, pozwala na dużą swobodę wyrazu. Czy są jednak jakieś granice, których nawet w stand–upie nie należy przekraczać?
Myślę, że nie. Wszystko jesteśmy w stanie wyśmiać, chociaż właściwie nie o to tutaj chodzi. Nie wyśmiewamy idei, jakakolwiek by nie była. Po prostu bierzemy na warsztat dany problem. Każdy aspekt funkcjonowania człowieka ma swoje dobre i złe strony. Wydaje mi się, że wszystko możemy wyśmiać – pokazać ułomność, wady. Wielu ludzi oburza się, gdy bierzemy na warsztat daną ideę, np. kościoła i wiary. Jeśli nie traktujesz monologu jako całości, tylko wyłapujesz pojedyncze zdania, wtedy faktycznie możesz czuć się urażony i być negatywnie nastawionym. Wydaje mi się, że powinniśmy jednak działać inaczej – usiąść i podejść do tego na spokojnie, zastanowić się i spytać, czemu poruszam dany problem w taki, a nie inny sposób. Dzisiaj będę mówić o niepełnosprawnych. Często ludzi mrozi samo słowo. Chcą być cool, ale jednocześnie wystarczą pojedyncze wyrazy jak niepełnosprawność, homoseksualizm, Auschwitz, by ich zmrozić. Bez łączenia tych słów z resztą monologu, faktycznie można się czasem denerwować.
Gdyby jednak zdecydował się Pan na inną drogę zawodową, co by to było?
Nie mam pojęcia i chyba nawet nie chciałbym wiedzieć. Jest mi dobrze tu, gdzie jestem. Jestem chyba najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, więc nie mam zamiaru nic zmieniać (śmiech), a tylko szukać rozwoju i pokory. Wiem, że to, co mam, zawsze mogę stracić, więc chciałbym to po prostu utrzymać.
Wielu celebrytów i artystów czynnie włącza się w protesty, czego przykładem może być Czarny Protest. Czy uważa Pan, że osoby publiczne mogą i powinny angażować się w tego typu akcje?
Myślę, że tak. Nie powinniśmy być tylko kukiełkami, które przychodzą do pracy, a potem grzecznie wracają do domu, chociaż ciężko mi mówić o innych. Jeśli ktoś jest np. aktorem i chce zająć się tylko i wyłącznie swoją pracą, to to rozumiem. Czasem ma się jakieś zobowiązania wobec agencji, teatru, itd. Ja jestem wolnym człowiekiem, co jest bardzo fajne. Wydaje mi się, że mogę powiedzieć co i jak chcę. To właśnie zrobię dziś wieczorem.
Co jest najfajniejszego w byciu stand–uperem, a co sprawia najwięcej trudności?
Fajne jest to, że mogę wyjść na scenę i powiedzieć, co myślę, a ludzie chcą tego słuchać. Super jest to, że ktoś się śmieje, bo taki mam cel. Fajne jest to, że mogę poruszyć dowolny temat, który wpadnie mi do głowy i robię to w gronie przyjaciół, również stand-uperów. Wczoraj widziałem się z jednymi, dzisiaj z drugimi. Za parę dni znowu jadę w trasę i spotkam kolejnych. To grupa ludzi, z którymi po prostu chce się być. A co jest trudne? Dla młodych komików trudne bywa dostanie się do świadomości ludzi, bo jest nas coraz więcej. Wszyscy mamy teraz coraz mniej czasu na cokolwiek, więc zwykle trzymamy się tego, co już znamy. Ja akurat mam to szczęście, że jestem już rozpoznawalny i bilety na moje występy się sprzedają. Raz szybciej, raz wolniej, ale czuję się bezpiecznie. Mam jednak inne problemy. Chciałbym spełniać oczekiwania, które ludzie we mnie pokładają. Nie chcę tworzyć pod publikę, bo chcę być niezależny i mówić, co tak naprawdę myślę. Jednak w pewnym stopniu to, co robię, robię dla widza. Wychodzę do was, mówię kilka rzeczy i oczywiście, że chciałbym, żebyśmy spotkali się również następnym razem. Chcę się również rozwijać, a nie tylko utrzymać swój poziom. Jak widzisz, te trudności są różne w różnych momentach kariery.
Co Pan czuje schodząc ze sceny, kiedy kończy się program, milknie roześmiana publiczność i owacje, gasną światła i trzeba wrócić do „szarej” rzeczywistości?” 
Szczerze mówiąc, moja rzeczywistość nie jest taka szara. Bardzo kocham swoje kobiety – córkę i żonę. Jeśli występ był energetyczny, było naprawdę fajnie i ludzie zostają przybić piątki czy zrobić zdjęcie, to wtedy jest świetnie. Schodzę szczęśliwy i już chcę wracać na scenę. Dla tego uczucia robimy to, co robimy. Te endorfiny to najlepsza używka, na jaką można trafić. Żadne narkotyki tego nie zapewnią, chociaż ktoś mi gwarantował, że heroina wprowadza w taki stan (śmiech). Mój sposób jest jednak o wiele zdrowszy. Ta energia po udanym występie to coś super, ale po trzecim dniu w trasie mam już dość i tęsknię za domem, chcę jak najszybciej do niego wrócić. Tak będzie dzisiaj – po występie pędzę do moich kobiet i już się nie mogę doczekać. To oczywiście później. Póki co żyję tym, co wydarzy się za jakąś godzinę na scenie i tego też nie mogę się doczekać (śmiech).

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s