“Urodziłam się przy muzyce” – rozmowa z Natalią Sikorą

Cześć!

23.01.2017 miałam przyjemność przeprowadzenia rozmowy z Natalią Sikorą – utalentowaną wokalistką, aktorką, laureatką II edycji The Voice of Poland. Dla mnie jednak Natalia to przede wszystkim uosobienie scenicznej szczerości, emocji i całkowitego oddania serca temu, co robi. O zafascynowaniu Janis Joplin, całkowitemu oddaniu swojej pasji, łączeniu aktorstwa z muzyką i momentach zwątpienia w sens tworzenia.

Zachęcam do lektury!

Z.

16142210_1373083896069676_8873820414254859921_n

Zuza Iwanowska : Spotykamy się przy okazji koncertu z materiałem, którym oddaje Pani hołd Janis Joplin – mam wrażenie, że jednej z ważniejszych osób w Pani życiu. Jednak tytuł płyty, „Buried alive in the blues”, nawiązujący do ostatniego, niedokończonego utworu Janis, spokojnie można byłoby odnieść również do Pani, jako artystki w pełni oddanej temu, co robi, prawda?

Natalia Sikora : Rzeczywiście, muzyka jest przestrzenią, której oddaję się w pełni – ma w sobie coś „pierwszego”. Właśnie tam odczuwam najwięcej wolności. Janis Joplin była jej istotą. To usposobienie, artyzm i bycie artystycznym „diamentem” było tak silne, że nie da się tego podrobić.  Jej podejście uważam za słuszne i staram się na nim wzorować wraz z osobami, z którymi dzielę moją pasję. Janis jest kobietą, która moim zdaniem, najpoważniej ogarnęła te wartości.

Czyli tak naprawdę to właśnie tą wolnością i artyzmem Joplin Panią zafascynowała i urzekła?

Tak. Twórczy ludzie mają w sobie taką potrzebę. To są punkty, którymi się kierują. Bardzo to cenię. Nie lubię odtwarzania w sztuce. Czasami, jako aktorka, źle znoszę, że coś trzeba powtarzać.

Z wielu wywiadów możemy dowiedzieć się o Pani wielkim przywiązaniu i miłości do artystki, a nawet o pewnego rodzaju łączności duchowej między Wami. Gdzie jest granica między Natalią, a Janis i ile Janis jest w Natalii na scenie?

Moim zdaniem to normalna granica. Jest Janis Joplin i śpiewanie muzyki Janis Joplin. Ona nie była zwykłą wokalistką. Śpiewała muzykę i właśnie to wynosi ją ponad wielu innych, którzy również w tym czasie dotykali zagadnienia śpiewania. Z Janis jest we mnie świadomość w jakiej temperaturze i aurze powstawały te utwory. To był okres z jednej strony wybuchu mentalnej wolności, a z drugiej rosnącego nacisku, bo sporo ludzi źle odczytało ten przekaz. Po tych czasach została muzyka, która ma to w sobie i myślę, że to jest najważniejszy element mojego duchowego spotkania z Janis – spotkanie z muzyką, która powstała w imię wolności. To niezniszczalne i stanowi piękno tej całej sprawy.

Ta łączność czasami nie sprawia Pani trudności? Czy w pewnym sensie nakazało to Pani wybór takiej drogi życiowej, a nie innej?

Myślę, że nie. Moje życie od zawsze koncentrowało się wokół muzyki. W naszej relacji nigdy nie wydarzyło się nic złego, a każde spotkanie z Janis jest od nowa spotkaniem z kosmosem.

Ciekawi mnie również dlaczego zdecydowała się Pani na utwór „Cry baby” na przesłuchaniach w ciemno do The Voice of Poland? Czy to była chęć zaprezentowania twórczości Joplin szerszej publiczności?

Myślę, że Polska jest takim miejscem na świecie, gdzie nie ma równowagi proporcji tego, co media serwują odbiorcy. Mówię o proporcji utworów komercyjnych względem niekomercyjnych, nazywanych „undergroundem”. Na samym początku nazywałam to „podziemiem”. Program zgodził się na „Cry Baby”, a to poważna kometa – numer będący strzałem Janis Joplin. Słyszysz go w zasadzie raz w życiu i to wystarczy żebyś słyszał go już do końca. Ja słuchałam Janis od dziecka i mam takie marzenie, żeby te proporcje między muzyką niszową, a komercyjną, się wyrównały.

Uważa Pani, że współczesne młode pokolenie może się tak dać porwać twórczości Janis jak młodzież lat 60., czy jest zbyt trudna w porównaniu z tym, czym dzisiaj jesteśmy karmieni przez stacje radiowe?

Rozumiem problem, który chcesz poruszyć tym pytaniem. W swoim życiu spotykam się z tym, że każdy człowiek, który usłyszy utwór Janis Joplin, pamięta go. Myślę jednak, że to nie do odtworzenia… chyba, że młodzi ludzie oddaliby się twórczości tamtych czasów, niekoniecznie filozofii. Trzeba się mocno pokłonić nad ludzkimi zmysłami, bo zostały troszeczkę zrujnowane przez „papkę” serwowaną przez media.  Takie jest moje zdanie.

Oprócz bycia wokalistką jest Pani również aktorką. Proszę mi powiedzieć, jak to się łączy i czy w ogóle można te dwie płaszczyzny oddzielić?

Przez kilka lat myślałam, że mogą funkcjonować wspólnie. Oczywiście, gdy człowiek się w nich rozwija. Myślę, że w moim życiu mogą dalej iść razem. Twórczego motywu będę szukać przede wszystkim w teatrze, bo w muzyce jest od zawsze. To są sprawy, które w najważniejszym sensie, mają wspólny mianownik – scenę, na której przeważnie wszystko się dzieje. Dotyczą jej energii. To jest to, co te płaszczyzny scala. Czasem jednak odczuwam niski poziom rock’n’rolla w teatrze, tj. uchwycenia chwili, a nie odtwarzania za każdym razem tego, nad czym trwała praca reżyserska.

Czy gdyby musiała Pani zdecydować, umiałaby Pani wybrać jedną z tych dziedzin przekazu artystycznego?

Muzyka! Jest po prostu boska (śmiech). To coś, co jest na początku. Teatr natomiast jest już akcją przetworzoną.

Która z miłości wykiełkowała jako pierwsza? Aktorstwo czy muzyka?

Urodziłam się przy muzyce. Od razu, gdy pojawiłam się w domu, ona również już tam była. W moim przypadku od początku byli to Jimi Hendrix i Janis Joplin.

Muzycznie wiemy o Pani zafascynowaniu Janis i Jimim Hendrixem. Czy na polu teatralnym również znalazł się ktoś tak ważny?

Spotkałam w moim życiu kilka ważnych osób, jeśli chodzi o teatr, ale najbliżej dotknęła mnie jedna z prób w Akademii Teatralnej z Mariuszem Benoit. Przekazał mi, czym jest dialog aktorów na scenie.

Miewa Pani chwile zwątpienia w sens tego, czym się Pani zajmuje? Czy zdarza się, że chciałaby się Pani zaszyć w jakiejś głuszy i nie pokazywać publicznie? 

Najchętniej cały czas siedziałabym w głuszy. Pęd dzisiejszego świata jest absolutnie poza moim pojęciem i robię co mogę, żeby mi się to nie udzielało. Jednak czasem się nie udaje. Jak każdy człowiek jestem pozostawiona ze swoją wrażliwością na świecie i muszę sobie z tym radzić. Oczywiście, czasem przychodzi zwątpienie: przy zmęczeniu, natłoku spraw, czy sytuacjach, gdzie sfera prywatna niekoniecznie daje zgrać się z tą zawodową.

Uważa Pani, że artysta, jako osoba publiczna, ma obowiązek włączać się do akcji przeciwko temu, co uważa za złe dla innych i siebie? Czy może i powinien wykorzystywać fakt, że jest znaną postacią, dotrze i wpłynie na wiele osób?

Twórca powinien zająć się tworzeniem i aranżowaniem tego we współczesności, tj. pewną otwartością. Cała reszta tych wyznaczników aktywności jest dla wszystkich tylko, moim zdaniem, nie dla twórców.

Czy w Pani życiu jest coś równie istotnego jak śpiew i aktorstwo?

Mój pies – Bonzo. Rower. Ping Pong. Czasem biję w worek bokserski. Ludzie, którzy zaufali mojej osobie i którym ja nie bałam się zaufać, bo nie jestem człowiekiem, który się szybko otwiera. To są moje najważniejsze skarby życia i moje szczęście. Reszta jest cały czas twórczym poszukiwaniem sposobu wyrażenia swojego czucia tego świata.

Na zakończenie – czego mogę Pani życzyć na najbliższą przyszłość? Czego jeszcze można życzyć uzdolnionej wokalistce i aktorce? 

Myślę, że każdemu człowiekowi dzisiaj trzeba życzyć spełnienia marzeń. Tyle. A mnie – żebym po prostu była wytrwała w tym, czym się zajmuję. Oczywiście – będę. Fajnie jednak żeby towarzyszyła temu większa otwartość i życzliwość międzyludzka.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s